Sztuka przyjmowania komplementów cz.1

Cieszę się, że tu jesteś. Miło, że doceniasz moją pracę i czytasz to, co piszę. Robię to dla siebie i… dla Ciebie.

Jak się czujesz po przeczytaniu tego, co napisałam powyżej? Jeśli się uśmiechasz i jest Ci zwyczajnie przyjemnie, to świetnie. Nic nie zmieniaj. Jeśli jednak zaczynasz tłumaczyć się w myślach, że właściwie to wszedłeś tu przypadkiem gdzieś pomiędzy soleniem ziemniaków a zmianą kuwety trzeciemu kotu i na pewno to nie o Ciebie chodzi, to…

Oczywiście, że chodzi o Ciebie!

Do czego zmierzam?


Jeste[s]_[l]adna._Gruba_jestem._M[o]j_b[l][a]d

Szykujesz się godzinę przed lustrem. Najpierw szafa, która, ile byś w niej nie miała, zawsze wydaje Ci się pusta jak m&ms (ten bez orzeszka w środku).
Dylemat, czy ten karminowy szal pasuje do swetra w odcieniu wielbłądziej wełny. Następnie spódnica. Jeśli masz więcej estrogenu niż testosteronu we krwi, to oddaję prawą nogę, pięć lewych żeber i panią z kiosku na dole, że nie możesz zdecydować, którą wybrać.  Jakieś pół godziny i pierdyliard przymierzonych spódnic później jesteś wreszcie zadowolona z efektu, który osiągnęłaś. Potem makijaż i cała ta reszta, która powoduje, że w kobiecym mieszkaniu łazienka jest zazwyczaj zajęta. Skończyłaś! Jest okej, a Ty podskakujesz jak bąbelek w coca-coli.
Podziwiasz urodę klamki od drzwi wyjściowych Twojego mieszkania od strony klatki schodowej – mówiąc krótko: wreszcie wychodzisz.

Docierasz na uczelnię/do pracy/randkę. Słyszysz:
– Ojej, masz naprawdę piękną sukienkę!

Co odpowiadasz?

– No co Ty, wstawałam rano, było jeszcze ciemno, a że zabrali nam ostatnio prąd, to wyciągnęłam pierwszą lepszą sukienkę z szafy i jak wyszłam na zewnątrz, okazało się, że to sukienka, którą 3 lata temu mama wygrzebała w kuble Caritasu.

Wielokrotnie byłam świadkiem zaprzeczania komplementom.
Jeśli myślisz, że to skromność i to jest w cenie – to niestety muszę Cię rozczarować. Ani pierwsze, ani drugie. Po pierwsze, zawsze twierdziłam, że ludzie skromni do niczego nie dojdą. Po drugie, to nie skromność, to zwykły nietakt wobec osoby mówiącej komplement.

Wyobraź sobie, że to funkcjonuje podobnie jak gra w ping-ponga.
Ktoś serwuje do Ciebie piłeczkę w podaniu tak korzystnym, żebyś miał szansę odbić. Ty odsyłasz mu (celowo!) taką, że dostaje on tą piłeczką w twarz.

Tak właśnie działa negatywna odpowiedź na miłe słowo. Rozmówca dostaje swoim miłym słowem w twarz, a przecież chciał dobrze. Doceń więc to jego “dobrze” i nie dopatruj się w tym drugiego dna. Komplement wszak jest jak butelka – dno ma tylko jedno, z której strony by go nie obrócić.

Jak więc reagować?

Dygnij nóżką, daj policzkom spąsowieć, zamknij się w publicznej toalecie na pół godziny, żeby to przekontemplować w samotności, jeśli nie radzisz sobie z pozytywnymi emocjami albo… po prostu podziękuj z uśmiechem. Ale nigdy nie zaprzeczaj. Nie chcesz przecież, żeby Twój rozmówca dostał w twarz za dobre chęci, prawda?

W części drugiej opiszę przykłady sytuacji związanych ze sztuką przyjmowania komplementów. Bo to jednak pewna sztuka.

Z wyrazami blogowości,
Citrrus.

Advertisements

5 thoughts on “Sztuka przyjmowania komplementów cz.1

  1. Idąc za Magdalena Samozwaniec: “Mężczyźni powinni kobietom jak najczęściej mówić komplementy. Kosztuje o wiele mniej niż kwiaty, a sprawiają im tę samą przyjemność” można by rzec, iż właśnie dawanie kwiatów będzie nieco bardziej bezpieczniejszą strategią, choćby z powodu takiego, iż z pewnością się ich nie odmówi, ba, nie dostanie się nimi w twarz! Komplementu z definicji można nie przyjąć, ale czy od razu oznacza jakikolwiek rodzaj policzkowania? To chyba lekka generalizacja, bo przecież nieprzyjmowanie słów uznania łączy się z chęcią otrzymywania ich w nadmiarze, choćby w celu podbudowania swojego ledwo żyjącego ego. Btw. zmieniałbym kuwetę trzeciemu kotu, nie kotowi. (:

    • O kurczę, w życiu bym tego błędu nie zauważyła, dzięki za poprawienie.
      No co Ty, filmów nie oglądałeś? Tam nie raz facet wylądował z kwiatami na twarzy, w najlepszym wypadku z drinkiem na głowie. 😉 Im bardziej kreatywna kobieta, tym bardziej kreatywny kosz.

  2. z wyrazami miłości, ja.

    I o to własnie mi chodziło Citrrusku 🙂 bez zbędnych pitu pitu. Ty i Twoje niepowtarzalne teksty. Pierdyliard buziaków !

  3. Pingback: Page not found « Myśli rozczochrane

  4. Pingback: Myśli rozczochrane

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: