Improwizowane szczęście

Potrafisz zaimprowizować szczęście? Ot tak, po prostu, się ucieszyć – tak bardzo, żeby łapać kąciki ust gdzieś za uszami?

Ci, którzy uczestniczyli w sobotnim występie grupy improwizacyjnej, potrafili. Do tego stopnia, że kąciki ust rozsypały się po całej sali (wiadomo, nie każdy złapał).

Obrazek

Zaimprowizowana radość.
Mówiąc do Was narzeczem fejsbukowym: lubię to.

Teatralna grupa improwizacyjna Lubieto. Skąd taka właśnie nazwa? Nie zdziwiłabym się, jeśli twórcy z braku pomysłu postanowili nazwać grupę najczęściej wypowiadanymi po spektaklu przez publiczność słowami. Ja także polubiłam dzięki nim swój sobotni wieczór. Zapewniam Cię, że Twoje “lubię to” wypowiadane przy Berlince z serem jedzonej na śniadanie czy widoku, gdy znienawidzona koleżanka odbija sobie na twarzy szlaczek zderzając się z mopem na szkolnym korytarzu, nijak się ma do tego, które pojawi Ci się w głowie po obejrzeniu takiego spektaklu.

Teatr improwizacyjny jest teoretycznie całkiem niegroźny i tani w utrzymaniu  – zupełnie jak Jarosław Kaczyński.

No właśnie, tylko teoretycznie. To jak umowa z zapisanymi drobnym maczkiem kruczkami. Za wstęp może rzeczywiście nie trzeba płacić ani grosza, ale nie daj się zwieść. Po kilku takich spektaklach na samą myśl o kolejnym występie wyglądasz zupełnie jak Garfield błagający o dodatkową porcję spaghetti carbonara z podwójnym serem. Ryzykujesz poważne nadszarpnięcie domowego budżetu, bo będziesz potrzebował terapii oduzależniającej. A jak powszechnie wiadomo, terapia kosztuje.

Wyobraź sobie: zwarty, ciasny krąg ludzi siedzących na podłodze i pośrodku Ty. Pewnie czujesz się teraz swojsko, bo to zupełnie jak na terapii AA. Przychodzi Twoja kolej na zabranie głosu:

“Nazywam się Iks Igrekowy, w przedstawieniach improwizowanych nie brałem udziału od dwóch godzin. Jest mi z tym ciężko, lecz wspierają mnie moje trzy żony i syn. Myślę, że z tego wyjdę.”

No właśnie. Możesz myśleć, że przesadzam. I masz rację, jako typowa kobieta mam skłonności do hiperbolizacji. Dlatego jeśli sądzisz, że takiś twardziel – idź i po prostu spróbuj.

Osobiście uważam, że teatr improwizowany powinien zostać uwzględniony w poprawionej wersji piramidy Maslova: gdzieś pomiędzy potrzebą akceptacji i współzawodnictwa, a potrzebami biologicznymi typu jedzenie, spanie czy seks.

… seks to przecież też niezły teatr improwizacyjny.

Jakiś komentarz, mejbi?

Z wyrazami blogowości,
Citrrus.

Advertisements

2 thoughts on “Improwizowane szczęście

  1. Byłem, widziałem i płakałem. Oczywiście ze śmiechu. Na Lubieto uczęszczam już od ponad roku i za każdym razem jak jestem na występie to zakręci mi się łza lub popłynie wartkim strumieniem. Masz rację co do tego, że na jednym występie się to nie skończy. Jeśli będziesz mieć czas to na bank będziesz chodzić na ich spektakle.

    Pozdrawiam.

  2. Będę chodzić nawet, jeśli nie będę miała czasu 🙂 właściwie to już teraz mój czas jest towarem deficytowym jak cukier za PRLu, a jak widać jakoś daję radę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: