To nie ryba – to ruch wpływa na wszystko

Poniedziałek. Zarówno kalendarzowy, jak i ten “mentalny”. Mentalne poniedziałki zawsze są najgorsze, bo oznaczają zniechęcenie, złe samopoczucie i negatywne postrzeganie otaczającego nas świata oraz wszystkiego co z nim związane. Każdy z nas je miewa.

11177026

Zima wciąż trzyma. Za oknem krajobraz tak nieprzyjemny, że aż chce się sprawdzić, czy nikt w nocy przypadkiem nie wylał szarej farby na szyby i nie zniekształca teraz ona rzeczywistości. Szybki rzut oka za okno. Sznur samochodów, ludzie w nieustannym pędzie. Wszystko zdaje się przykładową układanką. Jakby ktoś pozbierał puzzle z kilku różnych kompletów i próbował sklecić z nich całość. Nijak ma się do siebie kolorystycznie, poszczególne elementy się nie łączą, a Ty masz nieodparte wrażenie, że to wszystko ze sobą nie współgra i jest “na siłę”. Jest, bo jest, choć samo nie jest do końca przekonane, że rzeczywiście być powinno. Równie dobrze mogłoby być w Tokio czy innym Nowym Jorku. Nie ma w tym ideologii przypisanej akurat do tego miejsca. Znasz to poczucie?

Stolica oddychająca spalinami… a ja gdzieś pomiędzy jednym jej płucem a drugim. W końcu płuca są w centrum ciała, czyż nie? A ja mieszkam właśnie w centrum.

Wzdycham ciężko, ratując się aromatyczną kawą. Jej zapach przypomina mi rześkie poranki w domu rodzinnym, gdy oboje rodziców piło świeżo zaparzoną, fusiastą (naprawdę nie ma takiego słowa, słowniku?! rozczarowujesz mnie) mieszankę do śniadania. Jako mała dziewczynka patrzyłam z niedowierzaniem, że im to rzeczywiście smakuje.
Lubię do tego wracać. Pomiędzy jednym łykiem a drugim nucę “Gdy patrzę w Twe oczy zmęczone jak moje…” i zastanawiam się, co zrobić, by ten dzień nabrał rumieńców niczym dziecko po wyjściu na sanki w mroźne popołudnie.

Po chwili zapala mi się żaróweczka jak u Pomysłowego Dobromira i już wiem.

Pakuję torbę. Zanim zdążę się zastanowić, czy oby na pewno wszystko mam, jestem już za drzwiami. Zgodnie z zasadą, że nad wyjściem się poruszać nie warto długo myśleć, bo znajdzie się pierdyliard wymówek, dla których może jednak warto zostać w domu. Idę na siłownię.

I to naprawdę działa.

Nie bez powodu sprytna natura wymyśliła sobie coś takiego jak wysiłek fizyczny. Z każdym krokiem na bieżni czy orbitreku świat się rozjaśnia. Moją głowę opanowują endorfiny, a ja im pozwalam rządzić. Wychodząc, łapię już kąciki ust za uszami. Jest pięknie.
Ruch…

Więc tak, to nie ryba, tylko ruch wpływa na wszystko. Niby oba słowa są czteroliterowe i oba na “r”, a jednak taka różnica. Poza oczywistymi korzyściami typu zdrowa sylwetka, daje też naprawdę genialne samopoczucie. I wszelkie wymyślone troski mijają jak wakacje – zanim zdążyć je głębiej przemyśleć. Wiem, że zdajecie sobie z tego sprawę, ale o pielęgnowaniu zdrowych nawyków nigdy nie zaszkodzi przypomnieć.


Ruszaj (się) i żyj pięknie. Miłego tygodnia bez “mentalnych poniedziałków”!

Z wyrazami blogowości,
Citrrus.

PSTUTAJ można polubić FanPejdża bloga. Enjoy.

Advertisements

2 thoughts on “To nie ryba – to ruch wpływa na wszystko

  1. Trochę mi nie pasuje wyrażenie: ruch fizyczny, podejrzewam, że miałaś na myśli wysiłek fizyczny 😉 od jakiegoś czasu moją poniedziałkową (i nie tylko) motywacją są filmiki Erica Thomasa o wdzięcznej nazwie “Thank God it’s Monday”. Pozdrawiam!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: