Studenckie DIY – czyli 5 powodów, dla których warto zapisać się do organizacji studenckiej

DIY – Do It Yourself. Tym razem DIY w trochę innym wydżwięku, bo…

Bycie pożądanym na rynku pracy&ciekawe doświadczenia – Do It Yourself (bo nikt inny tego za Ciebie nie zrobi, sorry)

mala_matematyczka

Sama od jakiegoś czasu Robię To Sama. I nie mówię bynajmniej o seksie.

Działam od niedawna w AIESEC – komitecie lokalnym UW  i Radiu Aktywnym – studenckim radiu Politechniki Warszawskiej. Wcześniej współtworzyłam organizację Studenckie Zniżki dla UKSW i byłam kilka razy wolontariuszką, w teatrze czy przy festiwalu podróżniczym. Każda z tych rzeczy ukształtowała mnie w mniejszym lub większym stopniu i wskazała mi moje mocniejsze i słabsze strony. Bla bla… Wiem, że gadam teraz jak na rozmowie kwalifikacyjnej, ale nie jestem w eleganckim stroju, tylko w dresie i.. to nie bujdy na resorach, tak naprawdę jest.

Kilka powodów, dlaczego pomiędzy jednym kacem a drugim wyjściem do kina warto zapisać się do organizacji studenckiej:

1. Ludzie! człowieki!
Jakkolwiek oklepanie by to nie zabrzmiało, naprawdę łatwo poznać tam grupę ludzi podobnych do Ciebie na tyle, by wiedzieli, o czym mówisz, ale jednocześnie na tyle różnych, byś mógł czegoś ciekawego się od nich dowiedzieć. Zazwyczaj są to ludzie, którzy coś sobą reprezentują, mają pasję, czytają, biegają, cieszą się i korzystają z życia. Ja zawsze byłam zdania, że obok książek największą inspiracją i motywacją są ludzie właśnie. Jest też jedna poboczna korzyść: masz gotowe, zwarte, zintegrowane grono do wyjścia na piwo/imprezę/urządzenia maratonu filmowego. Zazwyczaj nie będą dziwnie patrzeć na Twoje pomysły, bo są po prostu do Ciebie bardzo podobni i podoba im się często to samo- czego chcieć więcej?
Poza tym networking jest cholernie istotny! Taki przykład: gdyby nie dziewczę poznane przeze mnie na wykładzie Cejrowskiego i dodanie jej do znajomych na Fejsbogu, nie dostałabym pracy w herbaciarni. Wiem, żadna zaszczytna posada, ale bardzo mi wtedy akurat potrzebna. Gdyby nie to, że poszłam na szkolenie przedwyjazdowe na wolontariat i praktyki zagraniczne z AIESEC, nie poznałabym Tomasza, dzięki któremu po części teraz otrzymałam staż i niedługo zaczynam. Wszędzie poznajesz ludzi. Im więcej tych ludzi poznanych w Twoim życiu, im częściej chce Ci się nałożyć dzikie barwy wojenne na twarz czy co tam potrzebujesz, żeby wyjść z domu i WYJŚĆ z domu, tym więcej w Twoim życiu się dzieje. A każde wydarzenie ma szansę zaistnieć w ciągu przyczynowo-skutkowym. Prosty przykład: wychodzisz na szkolenie -> jesteś tam, poznajesz kogoś -> utrzymujesz z nim kontakt -> mimochodem wspominasz, że szukasz pracy -> ten ktoś ma dla Ciebie ofertę, poleca Cię, dostajesz tę pracę -> poznajesz w tej firmie swojego przyszłego męża -> jesteś szczęśliwa. Whatever. Nie musi to być wcale taki banał rodem z komedii romantycznej pokroju: “Crazy, stupid, love” jak przedstawiłam powyżej (i tak lubię “crazy, stupid, love”, miękka łydka, nie stresujcie się i bądźcie spokojni jak ten Ocean!)

2. Wpis w CV
Nie, nie łudzę się, że wpisana w CV działalność w AIESEC czy innym Radiu otworzy mi drzwi do Tajemniczego Ogrodu dla Milionerów. Nie liczę, że wszyscy będą mi się rzucać na szyję z gratulacjami, że raczyłam coś robić w trakcie studiów – żeby nie było. Nie zmienia to jednak faktu, że ja, jako potencjalna pani od HR, chętniej zatrudniłabym osobę, która ma w CV wpisane coś, co robiła za darmoszkę w czasie studiów niż tę, która cały ten czas poświęciła na wykonywanie prestiżowego zajęcia Smakosza Wódki i Piwa i sprawdzania, ile toaleta tych trunków jest w stanie potem przyjąć. Wiadomo wtedy, że jej motywacją bynajmniej nie były pieniądze. A mimo to chciała to robić dla siebie i dla tego, by się rozwijać jak rolka papieru toaletowego rzucona na podłogę w łazience. Bo chce, czuje taką potrzebę – dla mnie byłaby to ważna informacja. Podobnie zresztą myślał prowadzący jedną z sesji na konferencji AIESEC: on już starszy, mówił z autopsji. Poza tym zdobywasz doświadczenie i uczysz się nowych rzeczy. No choćbyś nie wiem jak się zapierał wszystkimi dostępnymi Ci kończynami, ciężko jest się niczego nie nauczyć, należąc do koła naukowego, organizacji studenckiej czy odbywając gdzieś wolontariat/staż. Oczywiście od Twoich chęci zależy, ile z tego wyniesiesz, ale… still your choice. Ja lubię mieć wybór, a Ty? No i działalność w takich organizacjach wskazuje często na to, że posiadasz umiejętności miękkie: umiejętność pracy w grupie, umiejętność osiągania kompromisu, negocjowania czy też twarde, konkretniejsze: znajomość angielskiego chociażby. Bo w międzynarodowej organizacji studenckiej zginiesz, jeśli nie będziesz się posługiwał sprawnie językiem. Angielskim. No. I to informacja dla pracodawcy.

3.Rozwój predyspozycji, umiejętności, nakierowanie się

Jeśli chcesz sprawdzić, czy HR, marketing czy inny PR jest dla Ciebie- to proste jak kąt pomiędzy nogami Paris Hilton. Bezbolesne w dodatku, czego nie można powiedzieć o stażu w firmie. Nikt nie wymaga od Ciebie stuprocentowego zdecydowania – organizacja studencka to najlepsze miejsce, by sprawdzać się, testować, popełniać błędy. Gdy będą Ci za to płacić, popełnianie błędów będzie równie mile widziane jak choinka i bombki w Wielkanoc.
A tak – robisz projekt, uczysz się (i wszyscy wiedzą, że się uczysz, poza tym wszyscy się uczą razem z Tobą i korzystacie z wzajemnych doświadczeń i umiejętności) i poznajesz lepiej samego siebie. Wiesz, co jest Twoją lepszą stroną, a co gorszą. Że może grafika w plakatach to Ci nie wychodzi, są lepsi, ale za to w pijarze nie masz sobie równych i jesteś takim Pijaru Koksu Juniorem. 😉

… naprawdę wiele można się o sobie dowiedzieć. I sprawdzić w wersji soft (bo nikt Cię nie zwolni, nie skrzyczy, nie obetnie premii), czy oby na pewno się do tego nadajemy. Odkryć nowe umiejętności i pewne pomysły wykluczyć.

4. Nauka nowych rzeczy – za darmoszkę!
Nie musisz nic płacić, a często dowiadujesz się rzeczy, do których normalnie nie miałbyś dostępu. Przykład? Hir ju ar: normalnie wykłady motywacyjne np. Kołtysia (poza ostatnią serią darmowych dla studentów), Jakóbiaka są płatne. Ja podobną dawkę wiedzy na konferencji AIESEC otrzymałam za darmo. Tona motywacji, inspiracji, wiedzy na temat feedbacku i psychologii – ot tak. Nie chcesz tego – nie zapisuj się. Nie myśl o tym, ile mógłbyś zyskać i dowiedzieć się ot tak, po prostu, wyłącznie dzięki chęciom i ruszeniu tyłka. Po co?

I na koniec, to co studenci lubią najbardziej, czyli…
5.Niezapomniane imprezy
Nie dość, że robisz coś konstruktywnego, o czym możesz opowiedzieć rodzinie podczas świątecznego obiadu, to w dodatku bawisz się, jak na przyzwoitego studenta przystało. To skomentuję za pomocą fotorelacji z własnej ostatniej AIESEC-owej imprezy… (fot. Piotr Pawłowski <3)

DSC_0 107
Heeey, macarena! Aj!

DSC_0 176
Spring party

DSC_0 445
Fairy tales party (cokolwiek to znaczy, bo ja po angielsku to nie rozumiem… ;))

DSC_0 459
Ja- człowiek-smerf…

PFXDoI1RULBonzScUhAJrhjH3PN1qUDjxVj8n1dyIps
… siedzę na koniu

Vb1G56iLeQgGRNuCVqZyAaDtWIoryM8eFV_-zi45oeE

No i ilość szczęścia proporcjonalna do ilości człowieków


Rusz się więc i zrób coś z Twoim życiem. Bo jak sama nazwa wskazuje- jest TWOJE. Do It Yourself.

Z wyrazami blogowości,
Citrrus.

PS. Aha, wpis nie zawiera lokowania produktu, jakim po części jest AIESEC. 🙂 Po prostu jestem na świeżo z tą organizacją i stąd tyle przykładów z właśnie tej działalności. Peace.

Advertisements

4 thoughts on “Studenckie DIY – czyli 5 powodów, dla których warto zapisać się do organizacji studenckiej

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: